Zmiany w prawie spółdzielczym Drukuj
wtorek, 01 kwietnia 2014 06:58

Prace w komisji nadzwyczajnej nad zmianą prawa spółdzielczego oraz ustawy o spółdzielniach trwają już kilka dobrych miesięcy. Przyświeca im idea uporania się z bajzlem w spółdzielniach mieszkaniowych.

Lidia Staroń, posłanka PO, nie cieszy się estymą wśród spółdzielców. Nawet nie dlatego, że koniecznie chce przeforsować – w jej mniemaniu – jedynie słuszne zapisy w nowelizacji prawa spółdzielczego, jakie wyszły spod pióra partii dominującej. Posłanka nie jest lubiana. Ze szczególną wyższością, jeśli nie arogancją, prowadziła tzw. wysłuchanie publiczne w kwestii prawa spółdzielczego, gdy pytającym lub wnioskującym spółdzielcom potrafiła przerwać w pół zdania lub udać, że nie widziała podniesionej ręki zgłaszającego się do głosu.


Gdy wchodzi na obrady sejmowej komisji, ciarki przechodzą po plecach zaproszonych  przedstawicieli tzw. strony społecznej, np. z Krajowej Rady Spółdzielczej (KRS) czy obu bankowych izb gospodarczych. Wiedzą już, że będzie ciężko.

Spółdzielcze wykuwanie

Faktem jest, że ponad 30 nowelizacji obecnie obowiązującego prawa spółdzielczego z 1982 r. nie dostosowało przepisów prawa do szybko zmieniających się warunków społeczno-gospodarczych. W niczym nie poprawiły one działalności spółdzielni w nowych warunkach ustrojowych. Spowodowały za to potężny galimatias – powstanie wielu luk prawnych i wątpliwości interpretacyjnych oraz pola do nadużyć.

W samej sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa spółdzielczego kotłują się obecnie aż cztery projekty nowelizacji prawa spółdzielczego, ale dopiero po kilku miesiącach prac posłowie zdecydowali się pracować na „kompromisowym” druku przedstawionym przez Klub PSL. Zadanie transmisji rządowych i poselskich ustaleń w sprawie przyszłości spółdzielni do wykuwanego w pocie czoła projektu nowelizacji wzięła na swoje barki w imieniu partii rządzącej właśnie posłanka Lidia Staroń. Stało się to po tym, jak inni posłowie zagrozili wyrzuceniem do kosza projektu PO, jako rażąco sprzecznego z duchem spółdzielczości i niewnoszącego nic w jej rozwój, tudzież rozwój finansowych spółdzielni, jakimi są SKOK-i i banki spółdzielcze.

 

– Proponowane nowe prawo spółdzielcze nie spowoduje powstawania nowych spółdzielni, czyli nie przyczyni się do rozwoju polskiej spółdzielczości. Po co więc je uchwalać? –pytał retorycznie na ostatnim spotkaniu Rady Ekspertów Spółdzielczych (RES) Piotr Jan Dziewulski, doradca prezesa Banku Polskiej Spółdzielczości. – Podobnie jak dla banków spółdzielczych, także i dla SKOK-ów prawo zmienia się bardzo często, dokładane są coraz bardziej rygorystyczne przepisy, w efekcie czego kasy muszą ponosić wysokie koszty dostosowania się do nowego prawa – mówił na tym samym spotkaniu Paweł Pelc, radca prawny Krajowej SKOK.

Chociaż przewodniczącym sejmowej Komisji Nadzwyczajnej jest poseł PSL Marek Gos, posłanka Lidia Staroń często dominuje obrady, pilnując, by posłowie nie uchwalili przypadkiem czegoś, co znacznie wybiega poza ramy projektu autorstwa PO, a z drugiej strony robi swoje „wrzutki”.

Wszyscy mają świadomość, że to, co zostanie zapisane ogólnie w nowym prawie spółdzielczym, będzie potem szczegółowo implementowane w innych ustawach, takich jak np. ustawa o bankach spółdzielczych, w prawie bankowym, w ustawie o SKOK-ach itd. Przedstawiciele SKOK-ów i banków spółdzielczych zarzucają projektowi autorstwa PO oraz promowanym przez tę partię zapisom ustawowym totalne niezrozumienie idei i specyfiki spółdzielczości, która traktowana jest tu niczym spółki prawa handlowego.

Spółdzielnia to nie korporacja

– Oczekiwanie, że spółdzielnie powinny kierować się takimi samymi regułami, jak spółki kapitałowe, jest nieuprawnione. Fakt, że państwo uczyniło wiele, aby wpisać spółdzielnie w system prawny właściwy dla sektora komercyjnego, nie oznacza, że jest to droga właściwa – przekonuje cały czas Alfred Domagalski, prezes Krajowej Rady Spółdzielczej (KRS).

Prawdą jest, że spółdzielnie są organizacjami członkowskimi (zrzeszeniami osób, a nie kapitału). Realizują odmienne cele niż spółki kapitałowe, a także kierują się systemem zasad i wartości, który w systemie komercyjnym może być uznawany za barierę rozwoju.

Domagalski przywołuje chętnie badania amerykańskiej noblistki w dziedzinie ekonomii Elinor Ostrom. Dowiodła ona, że w dłuższym okresie czasu efektywność gospodarowania w systemie spółdzielczym może być nawet większa niż w systemie komercyjnym. System ten sprzyja bowiem optymalizacji podejmowanych decyzji. Według Gabrieli Masłowskiej (PiS) forsowany jeszcze do niedawna projekt nowelizacji autorstwa Platformy nie wprowadza fundamentalnych zmian w zakresie organizacji i funkcjonowania spółdzielni w odniesieniu do przepisów, które obecnie obowiązują. – Niektóre rozwiązania, które miałyby usprawniać pracę spółdzielni, wydają się niedopracowane i mogą przynieść nowe komplikacje w spółdzielniach – ostrzega posłanka.

Porozumienie ponad podziałami

Okazało się, że spółdzielcy, jeśli trzeba, potrafią się ze sobą porozumieć. Zgodnym wysiłkiem m.in. reprezentantów SKOK-ów oraz konkurujących z nimi banków spółdzielczych udało się utrącić zły przepis, który miałby znacznie skracać kadencje rad obu typów spółdzielczych instytucji finansowych, wprowadzając tym samym labilność zarządzania i niepotrzebne zamieszanie. Po przeszło dwumiesięcznym boju z katalogu wyłącznych kompetencji walnego zgromadzenia (zebrania przedstawicieli) wyłączono decyzję o zbyciu nieruchomości kupionych w zamian za niespłacone kredyty udzielone przez banki spółdzielcze i SKOK-i.

Karol Bernat, radca prawny Banku BPS i Krajowego Związku Banków Spółdzielczych (KZBS) uważa, że to zarządowi oraz radzie nadzorczej w banku spółdzielczym i w SKOK-ach, a nie walnemu zgromadzeniu należy przyznać prawo decydowania o sprzedaży czy kupnie nieruchomości. Chodzi o to, że inaczej niż to ma zazwyczaj miejsce w spółdzielni mieszkaniowej, takie decyzje wymusza szybko zmieniający się rynek i muszą one zapadać szybko, bez czekania, aż zbierze się coroczne walne zgromadzenie.

Reprezentantom podmiotów spółdzielczych udało się uniknąć jeszcze innego, bezsensownego zapisu w ustawach, który przewidywał obowiązek publikowania wszystkich uchwał i protokołów obrad organów spółdzielni… na stronach internetowych. To byłaby dopiero gratka dla konkurencji, ale i różnej maści hejterów, którzy mogliby w dowolny sposób te dyskusje wykorzystywać.

– Ograniczono się do zapisu, że będzie dostęp o informacji z zebrań co do zasady, natomiast organ spółdzielni będzie mógł jej odmówić, jeśli naruszałoby to tajemnicę bankową bądź zawodową – powiedział „Gazecie Bankowej” Paweł Pelc. Skoro tak, raczej nie będzie już rozważane nałożenie obowiązku na publikowanie sprawozdań finansowych w sieci, tym bardziej że  i tak muszą być one publikowane w „Monitorze Spółdzielczym”.

Trudno powiedzieć, jakie jeszcze pułapki mogą zostać zastawione w Sejmie na spółdzielców. Dotychczas wychodzą oni z legislacyjnych potyczek raczej „z tarczą”.

Rafał Zaza www.gb.pl

Źródło: www.inwestycje.pl